Zaczęło się od zdania, którego nie umiała dokończyć.
Stało w notesie od marca, podkreślone dwa razy, i za każdym razem, kiedy wracała do niego wieczorem, brzmiało trochę inaczej — jakby ktoś przestawiał w nim słowa, gdy jej nie było w pokoju.
W czwartek przepisała je po raz siódmy. W piątek wykreśliła wszystko poza pierwszym słowem i wtedy dopiero